piątek, 31 października 2014

Chapter 1

________________
Chole


- Chole! Chole! - usłyszałam krzyk matki, która stała w drzwiach mojego pokoju. Miała wściekły wyraz twarzy, zastanawiałam się o co jej może znowu chodzić, była środa, w dodatku 5 rano.
- Co.... ? - zapytałam zaspana lekko podnosząc się na łóżku by mieć lepszy widok.
- Na którą masz do szkoły? - nie wierzę ta kobiet budzi mnie jak nigdy rano by dowiedzieć się na którą mam do szkoły?!
- Na dziesiątą. Coś jeszcze? Bo jak nie to chciałabym jeszcze pospać - szepnęłam i znów upadłam na poduszki.
- A o której kończysz?
- Mamo czego chce ode mnie o 5 rano? - zapytałam siadając na łóżku i patrząc na nią zaspanymi oczyma.
- Potrzebuję twojej pomocy dziś w sklepie - powiedziała - jak skończysz lekcję to przyjdź - powiedziała i wyszła z pokoju a ja z wściekłością rzuciłam poduszką o drzwi, na szczęście jej już tam nie było. Postanowiłam się położyć i pospać jeszcze, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie odpłynąć w przepiękny sen.

Z wszystkiego co mam pozostały mi tylko sny, tylko one pomagają.
Tylko one pozwalają zapomnieć o kłopotach i bólu.
Tylko one są niezmiennie radosne.

- Chole! Chole! - usłyszałam krzyk Pedro, miałam ochotę ich zabić - wstawaj! Posprzątaj nim wyjdziesz z domu - powiedział zakładając koszulkę. Jak ja tego człowieka nienawidziłam, czasem się zastanawiałam jak moja matka z nim wytrzymywała. Zamknęłam oczy i po raz kolejny dziś upadłam na poduszki. Wzięłam dziesięć głębokich wdechów, usłyszałam zamykanie drzwi i silnik samochodu co pozwoliło mi mieć nadzieję że na nikogo już się w domu nie natknę. Wysunęłam więc jedną z nóg a następnie drugą i położyłam je obie na zimnej podłodze. Szybko znalazłam sobie moje kapcie i wsunęłam w nie nogi, zerknęłam na zegar. Wskazywał o 7:25 rano, miałam ochotę ich zabić. Dali mi niecałe dwie godziny snu, właściwie nie wiem czemu matka mnie o 5 obudziła. Jak gdyby nie mogła zadzwonić popołudniu lub chociaż zostawić mi kartki na stole... Nie ona wolała mnie obudzić.
- Dasz radę Chole - powiedziałam do siebie stając przed lustrem - jesteś SILNA, NIEZALEŻNA, ODPOWIEDZIALNA, KOLEŻEŃSKA. Dasz sobie radę - wzięłam głęboki oddech i odeszłam od lustra. Powoli poszłam do salonu i pogłośniłam program, jak zwykle rano w tym domu leciały wiadomości. Ktoś umarł, ktoś przeżył... Ktoś stracił a ktoś zarobił. Nie miałam ochoty tego słuchać, rozglądnęłam się za pilotem którego oczywiście nigdzie nie było, po kolejnych kilku głębokich wdechach tego poranka podeszłam do kanapy i zaczęłam się za nim rozglądać. Oczywiście leżał pod bluzką Lucas'a, lekko zirytowana codzienną środową rutyną przełączyłam na inny kanał, akurat leciało 90210 postanowiłam zostawić i przynajmniej spróbować oglądnąć ten odcinek. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kubek herbaty, po czym wróciłam do salonu i rozsiadłam się w fotelu z herbatą, na kolana rzuciłam sobie koc z racji tego że robiło się coraz zimniej. Odcinek oczywiście zaczęłam oglądać w połowie, ale nie specjalnie mi to przeszkadzało, gdy się skończył miałam dwie minuty do ósmej. 
Od niechcenia poszłam do swojej małej łazienki i wykonałam poranną toaletę.
- Już niedługo - szepnęłam do swojego odbicia - już niedługo.
Jak tylko skończyłam i wyszłam z łazienki to usłyszałam otwieranie drzwi, to był na pewno mój ojczym Pedro, przyjechał po swoją kawę i kanapki po czym pojedzie do pracy. Postanowiłam nie narażać się na spotkanie z nim i wybrałam ubrania na dziś: T-shirt z nadrukiem, ciemną granatową spódniczkę, dżinsową kurtkę oraz zakolanówki i szal. Mój plan się udał bo gdy kończyłam odkłądać ubrania na łóżko to ponownie dziś usłyszałam dźwięk silnika, a po chwili nikogo nie było w domu.
Szybko ogarnęłam własny pokój, zebrałam naczynia z jadalni i salonu i włożyłam je do zmywarki. Dziękowałam Bogu że Pedro kupił matce na urodziny zmywarkę bo wcześniej to ja musiałam myć naczynia. Zrobiłam sobie lunch do szkoły i kanapkę na teraz, wzięłam talerz i postawiłam go na stole w salonie po czym poszłam się ubrać.
- Chole?! Jesteś w domu? Wiem że jesteś ale pytam - usłyszałam mój ulubiony głos, głos mojej najlepszej przyjaciółki. Miała klucze do mnie więc sama sobie otworzyła drzwi.


_____________________
Może się wydawać bardzo krótki ale po pierwsze jest mała czcionka w tym szablonie.
Po drugie padam i albo tyle albo nic :P
Do wtorku kochani <3

Pomieszczenia:

wtorek, 28 października 2014

Prolog

Czasem się czuję jak ta lalka stojąca na mojej półce.
Posiada uśmiech a twarzy, jest piękna i ma radosne oczy. 
Odzwierciedla piękno...
Ale tak na prawdę jest pusta, jak ja. Ona nie żyje od kiedy została stworzona, ja nie żyję od kiedy rozumiem świat.
Moja mama ma nową rodzinę, swojego drugiego, nowego męża. A co za tym idzie i nowe, lepsze dzieci. Jeszcze na początku się dla niej liczyłam. Teraz jestem dla niej Kopciuszkiem... który posprząta, ugotuje i zajmie się rodzeństwem. Jestem tym złym dzieckiem które zmusiło ją do ustatkowania się, związku. Bezpiecznego związku zapewniającego stabilizację. Jestem tą która zniszczyła świat 17-latce.
Mój tata... Mój tata zniknął po moich 6 miesiącach życia. Nie ma go od 16 lat w moim życiu. I już go nie potrzebuję. Nauczyłam się żyć bez niego. Nauczyłam się żyć sama.


Jestem Chloe, mam 16 lat i uczę się w college'u, moje życie nie jest normalne. Nocami płaczę z braku siły, choć staram się uśmiechać i udawać że jest okej wcale tak nie jest. Mam coraz mniej siły na to by walczyć ze światem. Z moja mamą i jej mężem. Nie mam siły by starać się odnaleźć ojca. Nie mam siły by żyć.
Moim aniołem jest Ava, to moja najlepsza przyjaciółka która wie o mnie wszystko. To dzięki niej jeszcze żyję. To dzięki niej nie zwariowałam, nie popełniłam samobójstwa. Pomaga mi we wszystkich złych chwilach.
A o to Harry... Chłopak, którego tak na prawdę nie znam ale to on pomoże mi zacząć walczyć z tym życiem. O ile Av pomagała mi przetrwać, on pomoże mi przeżyć. Przeżyć moje życie godnie... Bo ja pragnę żyć a nie tylko istnieć.
Moja mama ma na imię Florence, a jej nowy facet to Pedro... To oni są rodziną, a może nią nie są. Ale to oni się "kochają" i to oni mają razem dzieci: Lucas'a, który dawno uciekł w świat narkotyków i Rosalie, moją małą siostrę która ma wszystko czego zapragnie. I choć ją kocham i nie chce by ktoś ją skrzywdził boli mnie że mama ją kocha a mnie nie. Dziewczyna mojego brata Leah próbuje mi pomóc, ale równocześnie chce pomóc jemu. W końcu sama biedna się w tym wszystkim gubi i popada w narkotyki.

_______

Zapraszam do czytania rozdziałów.
Mam nadzieję że historia wam się spodoba i będziecie do niej z chęcią wracać.
Rozdziały co wtorek wieczór :) Zapraszam <3
1-wszy rozdział 31 sierpnia :)
Koleje co wtorek, zaczynając od 4 listopada :)

Szafa Bohaterki






























by Heather - Land of Grafic